środa, 3 maja 2017

Firstlife. Pierwsze życie, czyli życie po śmierci









Tytuł: "Firstlife. Pierwsze życie"
Oryginalny tytuł: "Firstlife"
Autor: Gena Showalter
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Liczba stron: 432







"Firstlife. Pierwsze życie" to kolejna książka z półki fantastyczno - romantycznej. Najnowsza książka Geny zaskakuje jeszcze bardziej niż "Alicja w krainie zombi". 

"No dobrze, niech będzie, że mam hopla na punkcie, liczb, ponieważ zawsze kryje się w nich jakaś opowieść i w przeciwieństwie do ludzi nie kłamią."

Opis książki: Żyję się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zadecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.
Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojka, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.

"Zwycięzców się wielbi, do przegranych czuje odrazę."

Jako wielka fanka Geny Showalter i jej książek nie mogłam pominąć jej nowego dzieła. To co spodobało mi się najbardziej w "Firstlife, Pierwsze życie" to zwroty akcji, których było tam mnóstwo, ale znalazłam też spory minus podczas czytania książki. Był nim fakt, że poczułam się trochę tak jakbym czytała "Zmierzch". Tenley była dla mnie naprawdę fascynującą postacią i strasznie przypomina mi Mackenzie Love z "Alicji w krainie zombi". Oczywiście są to tylko moje odczucia. Podczas czytania "Firstlife. Pierwsze życie" cały czas uderzałam pięścią w poduszkę z powodu frustracji jaką czułam. To jedno z wielu uczuć, które towarzyszyły mi podczas czytania książki. Kiedy czytałam opowiadanie Geny cały czas byłam pewna, że Tenley wybierze Miriadę z powodu pewnej osoby, a jednak tak się nie stało. Nie powiem, zaskoczyło mnie to i oczekuję następnej części żeby się dowiedzieć, jak dalej potoczą się losy głównej bohaterki. Gena Showalter znana z serii "Alicja w krainie zombi" stworzyła naprawdę piękną książkę mimo, że według mnie zabrakło w niej zombi, ale na szczęście nie zabrakło w niej niegrzecznych chłopców, których jest też mnóstwo w "Alicji w krainie zombi". Z "Firstlife. Pierwsze życie" spodobał mi się szczególnie taki jeden pan, któremu chciałam najpierw przyłożyć w gardło za to, co zrobił, ale potem swoim zachowaniem zaskarbił sobie moje serce. Według mnie każda dobra książka powinna wciągać, niszczyć emocjonalnie czytelnika i składać go na nowo. I to właśnie ze mną zrobiło "Firstlife. Pierwsze życie". Jestem pewna, że kolejne dzieło Geny zrobi to samo ze mną, co tym razem. Jest tylko jedna rzecz, którą bym zmieniła w zakończeniu, a mianowicie wybór Tenley, uważam, że jednak powinna dołączyć do Miriady zamiast Trojki i wtedy byłoby ciekawiej, ale to nie ode mnie zależy.

"Założył maskę obojętności, ale nie udało mu się ukryć goryczy w głosie. Irytuje mnie ta nuta."








2 komentarze:

  1. Mam tą książkę w planach, może trochę dalszych, ale kiedyś przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam te książce w kolejce do przeczytania ;) i szczerze powiedziawszy nie mogę sie doczekać. Napisałaś ze czytało sie jak Zmierzch to raczej dobrze bo Zmierzch czytało sie rewelacyjnie, co prawda pare dobrych lat temu ale mam nadzieje ze zbytnio sie nie zmieniłam przez ten czas . Blog będę obserwować bo ciekawie piszesz. Zapraszam rownież do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń